top of page

Królowa musi umrzeć! Mistrzostwa Świata w toczeniu na kole garncarskim z przymrużeniem oka

  • 5 mar
  • 6 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 6 mar

podiem na którym ustawione są koła garncarskie przygotowane do przeprowadzenia mistrzostw świata w toczeniu na kole garncarskim

30.08-1.09.2024 roku we Włoskiej Faenzie w regionie Emilia Romania odbyło się największe we Włoszech wpisane w kalendarz organizacji Argilla (zrzeszenie europejskich miast ceramicznych) święto ceramiki.

A podczas tego święta odbyły się Mistrzostwa Świata w toczeniu na kole garncarskim w kategorii technicznej oraz estetycznej kobiet i mężczyzn oraz performatywny konkurs "bendati" bez patrzenia.

W tym roku oprócz uczestnictwa w Mistrzostwach, miałam również swoje stoisko na targach. Święto i targi można troszeczkę porównać do naszego Bolesławieckiego Święta Ceramiki odbywającego się w połowie sierpnia w Bolesławcu na Dolnym Śląsku.

Włoski Festiwal jest o wiele mniej komercyjny, nie ma koncertów, straganowego jedzenia i picia. Są za to wystawcy z całego Świata, prezentujący ceramikę bardzo różnorodną stylistycznie, estetycznie i technicznie. Są warsztaty, wypały plenerowe, pokazy techniczne oraz wystawy. Są również stoiska z narzędziami, materiałami i maszynami dla ceramików.



Stoiska są rozmieszczone na wielu ulicach i trzeba się trochę przejść żeby wszystko obejrzeć.

Wystawiałam się po raz pierwszy więc przewidywałam że mogę dostać stoisko "dla nowicjuszy" co oznacza z dala od centrum i głównych atrakcji z mniejszym zainteresowaniem z powodu liczby odwiedzających którzy w to miejsce nie dotrą.

Napisałam więc do organizatorów że biorę też udział w konkursie i pochwaliłam się moimi osiągnięciami, (organizatorów konkursu znam dobrze i przyjaźnie się z nimi, pewne jest że znają się z organizatorami święta i stoisk), z prośbą o miejsce blisko mistrzostw, bo dojście, logistyka...

Udało się! dostałam bardzo dobre miejsce blisko głównego placu.



Mogłam więc szybko pobiec na swoje stoisko gdyby pojawił się jakiś ważny klient. Miałam oczywiście swojego zastępcę ale co osobiście to osobiście i co po włosku to po włosku.

Dzięki temu cieszyłam się w pełni tym pobytem. Łącząc przyjemne z pożytecznym. Choć nie można ukryć że jest to wyczerpujące. Targi zaczynały się o 10:00 a kończyły o 20:00. Konkurencje konkursowe w od 14:00 do 20:00 i trzeba było być czujnym bo wiadomo że w tym kraju wszystko jest umowne...

Tegoroczny konkurs był wyjątkowy. Jak się okazało (nie czytałam regulaminu i zgłosiłam się w sobotę będąc już na miejscu. Nie jak dwa lata wcześniej, w panice już w maju szukając zapisów, poruszając niebo i ziemię żeby nie przegapić). W tym roku nagrody były warte wysiłku. W konkursie estetycznym (zasady obu konkursów wyjaśniłam w poście o poprzedniej edycji. https://www.manoceramics.pl/single-post/16-mm-do-celu-mistrzostwa-%C5%9Bwiata-w-toczeniu-na-kole-garncarskim) do wygrania w konkursie estetycznym był 50 litrowy piec Rohde a w technicznym koło garncarskie Nidec!

Zmieniło się również umiejscowienie konkursu. W ubiegłych edycjach odbywał się on na dużym patio przylegających do głównego placu budynków urzędu Miasta. Tym razem konkurs odbywał się na samym głównym placu pod katedrą obok wierzy! Trybunami były schody prowadzące do kościoła. Takie usytuowanie dało możliwość wygodnego oglądania i większy dostęp. Nawet jeśli odwiedzający festiwal nie wiedzieli że odbywa się konkurs, trudno było go ominąć. A ja byłam "twarzą" konkursu. Moje zdjęcie jak zagniatam glinę z ubiegłego święta zostało wydrukowane na standy!



Na konkurs pojechałam kompletnie nie przygotowana! W ciągu roku wydarzyło się bardzo wiele w moim życiu (dwie przeprowadzki, rozwód) i nie znalazłam na tyle czasu żeby trenować z dużym wyprzedzeniem. Planowałam poświęcić na trening ostatnie dwa miesiące przed konkursem. Niestety 9.07.2024 miałam ostre zapalenie wyrostka robaczkowego, zakończone operacją laparoskopową. (tego dnia miałam wyznaczony termin rozprawy rozwodowej! Który został przełożony na 30.08 kiedy ja miałam być we Włoszech). Zalecenia mówiły o 6 tygodniach rekonwalescencji i "zakazie" dźwigania. Dwa tygodnie rzeczywiście się oszczędzałam. Ba, pierwszy tydzień bałam się schylić żeby podnieść skarpetkę (i nauczyłam się podnosić wszystko w pozycji wyprostowane plecy i na nogach tak jak to powinno się dźwigać).

Wiedziałam że muszę szybko wrócić do formy. Nie pozwolę się zatrzymać!!

I tak jechałam do Włoch bo miałam zarezerwowane stoisko. Musiałam dać sobie szanse, nie miałam nic do stracenia.

Choć zatrzymać próbował mnie nawet mój samochód, któremu padła automatyczna skrzynia biegów (16 tyś netto) i odebrałam go z wymiany na dwa dni przed wyjazdem i prawie zasnęłam za kierownicą już prawie przed samym domem.

Nie wiem jakimi siłami udało mi się wszystko ogarnąć.

Wyjechaliśmy z Nowogrodźca 29.08 o 9:20 a na miejscu byliśmy o 23:30 30.08 po 1200 km.

Święto zaczynało się w piątek a zawody w sobotę. Miałam więc czas żeby się zorganizować.

Na miejscu byłam bardzo ciekawa czy jest moja największa rywalka. Legendarna Bente Brosbeu ze Szwecji. Która już w 2015 roku była przez moich mistrzów stawiana na piedestale.

Zobaczyłam ją przy punkcie zapisów i podeszłam się przywitać. Oczywiście że mnie nie pamiętała. Nie miałam oporów żeby się przypomnieć (pochwaliła wtedy mój walec, który był drugi pod względem wysokości).

Później czekając na pierwszą rundę eliminacyjną udało mi się z nią chwile porozmawiać. Wydała się miła. Opowiedziałyśmy sobie czym się zajmujemy na codzień, jak różne jest to od potrzeb związanych z umiejętnościami wymaganymi w konkursie.

Okazało się że dostałyśmy w konkursie stanowiska obok siebie, eliminacje przebiegały w mieszanych grupach, mężczyźni i kobiety razem. Organizatorzy zrobili to oczywiście specjalnie. Ją przedstawili jako Królową a mnie jako jej największą rywalkę. Wygłupiałam się wtedy malując gliną paski bojowe na policzkach że jak zacznie się konkurs to koniec znajomości zaczyna się wojna.

Bente wydawała mi się miła i zabawna, zasłaniała uszy kiedy wiwatowałam podczas prezentacji uczestniczek (myślałam że się wygłupia) . Na eliminacjach przeżywała że pochlapałam ją gliną. Toczyła na boso, (nie rozumiem tego podejścia). Po pierwszej rudnie zajmowałam 3 miejsce. Fantastyczna Lea Tardito z Francji zawsze jest blisko, robi niesamowitą miskę z którą ja mam pr... pod górkę, za to jej piętą jest walec.



Prawdziwa "wojna" charakterów odbyła się podczas finału.

Żar lał się z nieba niesamowity. Ja zmęczona chyba bardziej od reszty uczestniczek bo od rana byłam też na stoisku i nie mogłam sobie posiedzieć, wziąć prysznic, po prostu odpocząć. Przed samym startem kupiłam butelkę mocno schłodzonej wody i wylałam ją sobie na głowę. Co okazało się świetnym orzeźwieniem.

W czasie przygotowań do drugiej rundy finału rozmawiałam z uczestniczką która miała stanowisko po mojej lewej stronie, ostatnie już koło (finałowe rundy były już oddzielne dla mężczyzn i kobiet, na zmianę obie grupy walec potem miskę). Włoszka, śliczna dziewczyna w kostiumie (było naprawdę gorąca a ona była po basenie, próbowała nawet toczyć w samym staniku w konkursie ale kazali jej założyć koszulkę z numerem). Dziewczyna wiedziała że ma niewielkie szanse żeby wygrać i nie był to dla niej cel życia, żartowała więc i się wygłupiała. Chociaż dla mnie wygrana była ważna i przynajmniej w teorii w zasięgu ręki to wiem że dobra zabawa i nowe znajomości są od zajętego miejsca ważniejsze i dają prawdziwą życiową wygraną. (kilka dni temu napisała do mnie z informacją że w jej mieście będzie się odbywał konkurs i czy przyjadę?...) Wygłupiałyśmy się więc razem. W pewnym momencie chciała wiedzieć ile minęło czasu. Niedawno zaczęliśmy ona wciąż centrowała ale miała prawo wiedzieć. Konferansjer był akurat na drugim końcu, trzeba więc było krzyknąć. Sama byłam ciekawa ile zostało czasu krzyknęłam więc ja. Na co Bente z oburzeniem "DUŻO!!" i żebyśmy były ciszej że: "to jest konkurs!"

Oniemiałam!

Wielokrotna zwyciężczyni która kilka godzin wcześniej narzekała że nie przyda jej się główna nagroda (koło garncarskie) tak poważnie wręcz z przesadą podchodzi do rywalizacji. "Królowa" niedościgniona tak przesadnie i poważnie konkuruje?! Poczułam złość i żal jednocześnie. Poczułam że pomimo jej niezwykłych umiejętności nie należy jej się to trofeum, ten tytuł! Dlaczego? Dlatego że konkurs jest organizowany z miłości do garncarstwa, z miłości do ludzi którzy ten zawód uprawiają. Po to by była okazja się spotkać, poznać, nawiązać przyjaźnie, przeżyć coś, nauczyć czegoś od innych i o sobie samym.



Pani Bente nie biła braw nikomu na wręczeniu nagród...

Nikomu nie pogratulowała...

Nikomu z uczestników nie podała ręki...

Gdy mnie wręczano dyplom za zajęcie drugiego miejsca usłyszałam że dla nich to Ja wygrałam...

Bo nikt jej tam nie lubi...

Smutne bardzo. Żal mi jej i organizatorów którzy robią to z pasji do ceramiki i ludzi.

Teraz moja ambicja jest jeszcze większa. Nie chcę czekać aż jej czas się skończy. Chcę ją pokonać jak najszybciej. Sama dostałam lekcję że wygrana nie jest najważniejsza tylko przeżycie tych dni w pełni.

Może ona, kiedy nie wygra dostrzeże że warto rozejrzeć się dookoła, poznać ludzi, rozszerzyć horyzonty?

A jeśli nie to trudno, jej życie.

Ja idę po swoje! Mam jeszcze większą motywację do pracy po pierwsze Bente po drugie Lea!

Bo jeśli ty stoisz w miejscu to tak naprawdę się cofasz bo konkurencja idzie do przodu!




Jeśli chcesz spróbować swoich sił lub popracować nad swoimi umiejętnościami zapraszam na intensywne kursy!!



 
 
 

Komentarze


Search By Tags

© 2024 by MANO.ceramics

www.manoceramics.pl        kontakt.mano.ceramics@gmail.com                  Malczyce           Polska            Dolnośląskie                     

Pracownia garncarska w Krainie Łęgów Odrzańskich

współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach działania 19. Wsparcie dla rozwoju lokalnego w ramach inicjatywy LEADER,

poddziałanie 19.2 „Wsparcie na wdrażanie operacji w ramach strategii rozwoju lokalnego kierowanego przez społeczność” objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020.

stronas
  • Czarny YouTube Ikona
  • Instagram - Black Circle
  • Black Facebook Icon
bottom of page